Ćwiczę. Dalej ćwiczę.
Jestem z siebie dumna, że podejmuję kolejny wysiłek.
Że rozkładem matę (którą z Bożeną nazywamy dywanem😃).
Że co drugi dzień, wracając po pracy jest to pierwsza rzecz którą robię.
Że mimo bólu nadal dociągam kolano do łokcia.
Że nie mam siły wstać, a jednak wstaje i ćwiczę dalej i czuję kolejne krople potu spływające po czole, skroniach, nosie, ale TO właśnie dodaje mi siły. Do tego, żeby kolejny raz wstać, żeby iść dalej, żeby spełnić to marzenie o lepszej sobie.
Obym wytrwała :)

Ćwiczenia łącze z dietą.
Mianowicie liczę kalorie. Ściągnęłam aplikację na telefon, do której wszystko wpisuje. Ale dosłownie wszystko. Ważę rano chleb, ilość wypitego mleka do kawy, a przygotowując śniadanie do pracy wszystko wcześniej ląduje na wadze :) Jakoś się już do tego przyzwyczaiłam :)

Po ćwiczeniach staram się od razu zjeść jogurt z dodatkiem nasion, owoców (w szczególności banana), płatków. Przecież nic nie musi być normalne, a raczej powinno być wypasione po takim wysiłku! :)

Sądzę, że wszystko zajmuje około dwóch godzin, ponieważ sam trening trwa 45 minut, później muszę przygotować i zjeść jogurt, wykąpać się, umyć głowę.  A później nie mam juz na nic siły. Jestem w stanie tylko odpoczywać.
Ale to jest odpoczynek godny mistrza ;)

Jestem z siebie zadowolona!

Reklamy